Na lekcji religii ksiądz pyta dzieci
- Proszę powiedzieć, co wasi rodzice robią pierwsze po rannym przebudzeniu? 
- Mój tata rano, jak wstanie, to idzie do łazienki i sika do wiadra, że słychać na cale mieszkanie, bo my biedni jesteśmy i nie mamy ładnej łazienki! - mówi pierwsze dziecko. 
- Nie, nie, może ktoś inny! - mówi ksiądz. 
- Mój tata jak idzie do ubikacji to nic nie słychać, bo my mamy bardzo ładną łazienkę z muszla klozetowa, z kafelkami i z wanna! - mówi inne dziecko. 
- Nie, nie, nie, nie! Powiedzcie mi, co powinien zrobić prawdziwy katolik po przebudzeniu! - blaga ksiądz. Na to wstaje trzecie dziecko
- Mój tata pierwsze jak wstanie to klęka przed łóżkiem…. 
- Świetnie, o to chodzi - przerywa ksiądz - Dalej proszę, a pozostałe dzieci niech słuchają! 
- … No to, jak tata wstanie to klęka przed łóżkiem, nachyla sie.. i wyciąga słomę z dupy, bo my taki siennik mamy….

Za czasów komunizmu na lekcji plastyki pani kazała narysować prace pod tytułem “Lenin na wakacjach”, minęło kilka minut i pani przechadza się po klasie i ogląda prace uczniów.
Podchodzi do Krzysia i ogląda plaże piasek a na piasku opalający się Lenin w okularach, pani mówi
- No brawo Krzysiu, bardzo dobra praca.
Podchodzi do Marysi i ogląda góry śnieg i Lenina ubranego w kombinezon narciarski jeżdżącego na nartach, pani mówi
- No brawo Marysiu, bardzo dobra praca.
Podchodzi do Jasia i ogląda pokój w nim łóżko i kochająca się żona Lenina z premierem rosji, pani pyta się
- Jasiu dobrze ale gdzie jest Lenin 
- Na wakacjach proszę pani.

Wpisane 12:34, 13 maj 2009 przez jakubs

Na lekcji pani pyta dzieci kto udźwignie najwięcej arbuzów… Mówi Małgosia: 
- Ja udźwignę 2! 
Pani pyta: 
- A w jaki sposób? 
- Po jednym w każdej ręce… 
Henio podnosi rękę i woła, że uniesie trzy. Pani zaskoczona pyta: 
- Heniu… a w jaki sposób chcesz to zrobić? 
- No… dwa pod ręce, a trzeci na dzidę… 
- Heniu! Jak możesz takie wulgarne rzeczy mówić?!! 
Tymczasem na końcu sali Jasio woła, że uniesie 5 arbuzów. Pani znów zaskoczona pyta w jaki sposób Jasio to zrobi. Na to Jasio mówi: 
- Dwa pod ręce i Henia na dzidę.

Wpisane 15:57, 12 maj 2009 przez jakubs

Lekcja w szkole muzycznej. 
Nauczycielka mówi: 
- Dziś będziemy omawiać utwory Beethovena. 
Żeby było ciekawiej, jedno z was namaluje na tablicy obrazek, a reszta będzie zgadywać co to za utwór. 
Do tablicy podchodzi Marysia i rysuje wielki księżyc. Dzieci krzyczą: 
- Wiemy, wiemy! To “Sonata księżycowa”. 
- Brawo - mówi nauczycielka. 
Następnie do tablicy podchodzi Zosia. Rysuje wielki pastorał. 
Dzieci krzyczą: 
- Wiemy, wiemy! To “Symfonia pastoralna” 
- Świetnie - mówi nauczycielka. 
Następnie do tablicy podchodzi Jasiu i maluje wielkiego penisa. W klasie zapanowała cisza. Nauczycielka spoglądając na tablice pyta się Jasia: 
- Co to ma znaczyć? Przecież to nie jest związane z utworami Beethovena. 
Na to Jasio,z pretensją w głosie: 
- Nie zgadliście! “Dla Elizy”!

Wpisane 13:53, 12 maj 2009 przez jakubs
  Lekcja poglądowa w szkole podstawowej. Pani wychowawczyni pyta dzieci jakie znają nowości farmaceutyczne ostatnich miesięcy. 
Oczywiście Jasio jako pierwszy podnosi rączkę i krzyczy: 
- Ja, ja. 
Pani pyta: 
- Jasiu powiedz nam jakie znasz najnowsze lekarstwa. 
- Viagra, proszę pani. 
Zaskoczona pani, nie wiedząc co powiedzieć upewnia się czy aby dobrze usłyszała. Jaś potwierdza, pani pyta dalej: 
- A na co Jasiu Twoim zdaniem ta Viagra jest? 
- Na sraczkę proszę Pani - odpowiada Jaś. 
- Jak to Jasiu na sraczkę - jesteś pewien? - pyta zaskoczona pani. 
- Tak proszę Pani. Co wieczór moja mama mówi do taty: 
Zażyj Viagrę może ci to gówno stwardnieje

Pani kazała na lekcję przygotować dzieciom historyjki z morałem. Historyjki 
mieli opowiedzieć dzieciom ich rodzice. Następnego dnia dzieci po kolei 
opowiadają. Pierwsza jest Małgosia: 
- Moja mamusia i tatuś hodują kury - na mięso. Kiedyś kupiliśmy dużo piskląt, 
rodzice już liczyli ile zarobią, ale większość zdechła. 
- Dobrze Małgosiu, a jaki z tego morał? 
- Nie licz pieniędzy z kurczaków zanim nie dorosną - tak powiedzieli rodzice. 
- Bardzo ładnie. 
Następny Mareczek: 
- Moi rodzice mają wylęgarnie kurcząt. Kiedyś kury zniosły dużo jaj, rodzice 
już liczyli ile zarobią, 
ale z większości wykluły się koguty. 
- Dobrze Mareczku, a jaki z tego morał? 
- Nie z każdego jajka wylęga się kura - tak powiedzieli rodzice. 
- Bardzo ładnie. 
No i wreszcie opowiada Jasio: 
- Łociec to mnie tak pedział: Kiedyś dziadek Staszek w czasie wojny był 
cichociemnym. No i zrzucali go na spadochronie nad Polską. Miał przy sobie 
tylko mundur, sten”a, sto nabojow, nóż i butelkę szkockiej whisky. 50 metrów 
nad ziemią zauważył, że leci w środek niemieckiego garnizonu. Niemcy już go 
wypatrzyli, więc dziadek Staszek wychlał całą whisky na raz, żeby się nie 
stłukła, odpiął spadochron i spadł z 20 metrów w sam środek niemieckiego 
garnizonu. I tu dawaj! Pandemonium! Dziadek Staszek pruje ze sten”a! 
Niemcy walą się na ziemię jak afgańskie domki! Juchy więcej niż na filmach z 
gubernatorem Arnoldem. Z 80-ciu ubił i jak skończyły mu się pestki, wyjął nóż i 
kosi Niemrów jak Boryna zboże. Na 30-tym klinga poszłaaaa, pozostałych dziadek 
zarąbał z buta i uciekł. 
W klasie konsternacja. Pani ostrożnie pyta się: 
- Śliczna historyjka dziecko, ale jaki z tego morał? 
- Też się taty pytałem, a on na to: “Nie wkurwiaj dziadka Staszka jak se 
popije”.